Zaklinam wiosnę, mam żąkile i badyle które, jak sądzę, niedługo wypuszczą śliczne młode listki. Nawet pierwszy raz w życiu zrobiłam coś z filcu i dziwnym trafem powstał bocian :) A tak w ogóle to bocian powstał na zajęciach w muzeum - ale o tym napisałam w poprzednim poście.
środa, 6 kwietnia 2011
Raz w miesiącu razem z synkiem odwiedzamy Muzeum Włókiennictwa by tam poznawać różne techniki związane z tkanianami. Zajęcia dla rodziców i dzieci noszą nazwę Geyerwerki. Atmosfera jest fantastyczna, prowadzące są przyjazne i wyrozumiałe tak, że dzieci pracują jak oszalałe. A zobaczeniewłasnej pracy na zdjęciu - bezcenne :)
Uwielbiam owoce morza, pod każdą postacią, tutaj na tarcie. Kiedy postawię ją na stół zawsze dochodzę do wniosku że mam za małą formę bo domownicy zjadają ją w mgnieniu oka :)
Dostałam w prezencie glinkę porcelanową. Ucieszyłam się jak dziecko. Miałam wyraźną wizję tego co chcę z niej zrobić i jak to będzie wyglądać po finalnym wypale. Tylko, że glinka miała zupełnie inne plany i inną wizję. To, co możecie zobaczyć na zdjęciach, to jest to, co zdołałam z niej "wycisnąć" zanim się na nią obraziłam, zresztą z wzajemnością. Minęło od tego dnia już trochę czasu i pomału zaczynam jej wybaczać. Niedługo spróbuję znowu coś ulepić, może tym razem glinka będzie ze mną współpracowała :).
A, że glinka umie współpracować można zobaczyć choćby w pracach .min. i otchipotchi
Dostałam kurkę, prześliczną szklaną kurkę:) . Miałam taką różową dawno temu, dostałam ją od Babci, niestety nie dotrwała do dzisiaj. A tu mój Kogucik zrobił mi wielką niespodziankę i na imieniny podarował tę mleczno-opalową. Bardzo mnie to wzruszyło bo zakupu dokonał w sklepie ze starociami (znaczy się nie poszedł na łatwiznę do pierwszego z brzegu sklepu). Nawiązał przyjazny kontakt z właścicielem owego sklepiku i jak potem donosił omal nie wyszedł jeszcze z zakupioną przepiękną szklaną sarenką i kuflem do piwa - no ale fundusze go ograniczyły (tak po cichu to nawet się cieszyłam bo ten kufel do piwa jakoś mi nie leżał).
Kurka spotkała się z niemą aprobatą Madam Pawiowej która "mieszka" z nami od czasu gdy obejrzałam "Amelię".
Wzięłam się z robótkowanie, z myślą owiejskimstole haftuję serwetkę, wcale nie dużą ale i tak praca posuwa się pomalutku. Ponieważ akumulatorki w aparacie ZAWSZE wysiadają gdy chcę zrobić zdjęcie nie mogę Wam pokazać moich postępów w powyższej pracy. Jutro zamieszczę zdjęcia.